poniedziałek, 22 października 2012

Hour by hour

Dzisiaj prezentuję Wam efekty wyzwania Hour by hour. Chyba największym problemem (dla mnie) było wyciągnięcie aparatu, gdy ludzie patrzą, a miejsce nie jest turystyczne. 

Dzień, który wybrałam do wyzwania to sobota, akurat ta sobota, którą spędzam w Toruniu, która jest spokojna, leniwa, niemal bez komputera i internetu, kiedy nie muszę się spieszyć i mogę się lenić, dodatkowo w Toruniu nie mam koralików, igieł, kanwy, wzorów, schematów itp.


Pobudka około godziny 9:00 (szalenie wczesna pora) i leniwe śniadanie: kawa + tosty (moje ulubione weekendowe śniadanie). Zdradzę Wam, że żółty ser w tostach to jedyny sposób podania sera jaki lubię. Oczywiście przy śniadaniu można: przeczytać kilka stron książki, sprawdzić wiadomości, sprawdzić wydarzenia kulturalne planowane w najbliższych dniach lub po prostu obejrzeć kolejny odcinek ulubionego serialu (uwielbiam The Big Bang Theory).


Po sycącym śniadaniu (około 11:00) w planach miałam zakupy, najpierw na pobliskim ryneczku (targowisku). Gdyby nie ten koszmarny płot, te budki sklepowe byłyby urocze. Tutaj zakupy zakończyły się sukcesem.


Na zdjęcie przy wyjściu z targowiska załapało się dwóch niezadowolonych panów. Zauważyliście?


Niemal w samo południe dotarłam do jednej z galerii handlowych.


Utknęłam tam na dłuższy czas, a świat (a dokładniej niebo) oglądałam zza krat.


Na obiad zaserwowałam najlepszą jesienną zupę - zupę-krem z dyni.


Uwielbiam od czasu do czasu takie słodkie lenistwo, gdy mogę posiedzieć i kontemplować widok za oknem lub spacerować bez celu, a później spędzić kilka chwil z dobrą książką.



Dzień kończyłam dość orientalnie. Moje pierwsze restauracyjne sushi. Kiedyś już miałam okazję wykonać sama sushi, nie przypadło mi do gustu, więc gdy tylko pojawiła się okazja, aby wybrać się do susharni z chęcią skorzystałam. Miałam okazję porównać smaki, sposób przygotowana, wypić rewelacyjną herbatę.  


Spacerując po starówce skusiłam się na odwiedziny w drugiej susharni. Jednak wzięłam mały zestaw na wynos. Oczywiście najpierw pół zestawu zjadłam, zanim wyjęłam aparat.


Skoro już jestem tak bardzo kulinarna. Moja niedziela obfitowała w eksperymenty. W sushi bardzo zasmakował mi sezam, kupiłam go, żeby używać do ryżu. Jednak, gdy pojawił się sezam, pojawiła się myśl, to może sezamki. I tak oto z tego przepisu - klik, powstały i zniknęły w mgnieniu oka sezamki. Sami widzicie, ręka łasucha złapana na gorącym uczynku.




I tak oto spędziłam weekend. Naładowałam akumulatorki pozytywną energią na cały tydzień.
Jak Wy spędzacie weekendy?

1 komentarz:

  1. super dzień! lubię takie trochę bardziej leniwe, gdy nic nie trzeba, za to wszystko można :) no i koniecznie muszę spróbować zrobić sezamki :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...