sobota, 24 listopada 2012

Hour by hour vol. 2

Po raz drugi zgłosiłam się na ogłoszone przez Ulę i Antilight wyzwanie Hour by hour. Poprzednio pokazałam Wam moją sobotę w Toruniu - klik. Tym razem chciałam, żeby było inaczej, troszkę musiałam nagiąć zasady , w przeciwnym razie nie miałabym żadnych zdjęć.
Mój dzień w listopadzie to środa. Pobudka niemal w środku nocy, bo o 5:30.

Między 5:30 a 7:00. 


Po szybkim śniadaniu pędzę na autobus.


Moja droga do pracy, przez pola i lasy. 


Jeśli mi się uda, to mam szansę na poranną kawę. 
Jednak ostatnio to zbytni luksus.


Przez 8 godzin mam szansę na taki widok. 


Po 15:00 można wracać. 
Chwila relaksu z książką na przystanku autobusowym.


Około godziny 18:00 nareszcie przychodzi czas na to co najważniejsze.


W środę kończyłam zamówienie na karczochy, tak bardzo mnie wciągnęło, że siedziałam do późna i o  dalszych zdjęciach zapomniałam. Przed snem jednak zawsze muszę przeczytać chociaż kilka stron, inaczej nie mogę zasnąć.
Już jutro będziecie mogli zobaczyć jakie cuda powstały w środę, aż żal było się ich pozbyć. 

3 komentarze:

  1. Ja wstaję o 5:20, ale wychodzę z domu jak już robi się widno :)
    Nieźle się musisz nachodzić do autobusu - przynajmniej tak to wygląda na zdjęciach

    OdpowiedzUsuń
  2. cieszę się, że pomimo przeszkód w braku światła wzięłaś udział. piękny masz widok w pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. cieszę się, że pomimo przeszkody w postaci braku światła wzięłaś udział. piękny masz widok w pracy :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...